Bakhita, Véronique Olmi [recenzja]

Nie sądziłam, że książka może sprawić, by po jej lekturze człowiek stał się lepszy. Przynajmniej na chwilę.

Trzymając w ręku tę książkę po raz pierwszy czułam, że to będzie niezwykła lektura. Czułam energię z niej bijącą i, jak później zrozumiałam, również i ból. Bo jest to na wskroś prawdziwa historia. Otwierająca oczy i serce. Historia determinującej wiary, nadziei oraz walki. O przetrwanie i swoją duszę.

Ile imion może towarzyszyć jednej osobie przez całe życie? Wiele. Imię nadane jej przez ojca, którego nie może sobie przypomnieć przez szok, który przeżyła na początku niewoli, Bakhita, Moretta, Murzynka oraz siostra Giuseppina. Arabscy handlarze ludźmi, zdając sobie sprawę, że dziewczynka nie pamięta swojego imienia, nadają jej szydercze imię – Bakhita, czyli Szczęściara.

Książka sprawia, że to my, czytelnicy tej historii, jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami – bo trafiła do nas ta książka. Przez 408 stron towarzyszymy głównej bohaterce w jej tułaczce i w jej niewoli. Jesteśmy z nią, gdy przez całe życie jest “dobra i łagodna”, jak mówiła jej mama,  oraz posłuszna swoim wszystkim panom. W tym później Panu Bogu. Tam, gdzie by się nie znalazła, była cały czas wystawiona na próbę. Była wyszydzana i cały czas alienowana od reszty z powodu swojego pochodzenia okazała się pełną wiary chrześcijanką, którą w 2000 roku papież Jan Paweł II ogłosił świętą.

Gdy chciała opowiedzieć komuś swoją historię, nie znała języka i słów, które przekazały, to co chce. 

“Nie ma na to żadnego języka, nie opowie nawet mieszaniną narzeczy afrykańskich i arabskich. Po rzecz nie w słowach, lecz w tym, co człowiek przeżywa i czym jest. Wewnątrz. To wszystko”.

Czytając tę książkę miałam nieodparte wrażenie, że “Bakhita” bardzo przypomina mi w swojej lapidarności polską twórczość po II wojnie światowej – zwłaszcza Tadeusza Różewicza. “Bakhita” jest książką pozbawioną patosu. Zastosowana jest w niej najprostsza leksyka, eliptyczna składnia i brak ozdobników. Różewicz, w swojej twórczości, manifestował przekonanie o zaniku wszelkich wartości w powojennej rzeczywistości. Język, jak i całe życie, było zbiorem pustych nazw.  Prostota języka pokazuje pokorę, skromność oraz niemożność opisania, tego co bohaterowie przeżyli – byłoby to nie na miejscu.


@Wydawnictwo Literackie, dziękuję bardzo za przesłany egzemplarz książki. Było to dla mnie wielkie przeżycie.

Zachęcam z całego serca do lektury książki, która od kilku dni jest w sprzedaży. Link tutaj – klik.

#bakhita