„Brzask” Skubasa

Mieszka we mnie diabeł
Między mózgiem a sercem
Zajmuje każdy oddech
Z każdą myślą go więcej

Skubas, „Diabeł”

Od dłuższego czasu cierpię na pewną chorobę. Mianowicie chodzi o obsesyjne zwracanie uwagi na teksty utworów, których słucham. Zarówno tych, które lecą w radiu, które dolatują do mnie przypadkiem, jak i tych, które znałem już wcześniej i które wybieram, bo po prostu lubię, bo stanowią moje osobiste playlisty.

Nie mogę ukrywać tego, że większość piosenek, które lecą w radiu, zwyczajnie mnie drażnią. Jasne, są doskonałą odskocznią od pracy, milej się przy nich wykonuje obowiązki, krótko mówiąc, jako tło sprawdzają się idealnie. Jednak gdyby się w nie wsłuchać, nie wnoszą niczego naprawdę wartościowego, czasami są tak właściwie o niczym i często pisane tylko pod melodię, której zadaniem jest nadrabiać nieco utraconą jakość przesłania.

Z drugiej strony, nie powinienem być przesadnie krytyczny. W końcu rozgłośnie służą powszechnemu odbiorowi, a nie docieraniu do osób, które mają wygórowane wymagania. Tak samo każdy ma prawo do słuchania tego, co mu najbardziej odpowiada, a jeżeli istnieją takie utwory, które zaspokajają dużą ilość społeczeństwa, to tylko brawa dla wykonawcy. 

Inną kwestia to taka, że dobrze jest rozgraniczać tekst od samej muzyki. Przecież w wielu przypadkach bywa tak, że mamy do czynienia ze wspaniałą linią melodyczną, z wyrazistymi instrumentami, z poczuciem, jaką pasję i energię muzycy wkładają w grę i budowanie utworu, a gdzie tekst jest nawet niepotrzebny lub gra drugoplanową rolę. I na odwrót, gdy słowa wypełniają uszy i myśli słuchacza swoją głębią bez udziału spektakularnych dźwięków.

Idealnym połączeniem wydaje się równoległe istnienie dobrego, poruszającego tekstu wraz z muzyką angażującą nasze zmysły, kiedy to rzeczywiście wsłuchujemy się w każdy, nawet najdrobniejszy aspekt, a nie jedynie słuchamy dla zabicia czasu. W końcu w ten sposób możemy wyrazić nasz szacunek dla zespołu i jego ciężkiej pracy.

I taki, moim zdaniem, jest album Skubasa pt.: “Brzask”. Jest to płyta, do której uwielbiam powracać szczególnie w tych momentach, kiedy potrzebuję usłyszeć coś ambitniejszego.

Skubas, źródło: http://www.somusic.pl

To, co mnie najbardziej urzeka w tej płycie, to jej poetyckość, bardzo przemyślane, niejednoznaczne teksty i różna tematyka, łącząca w sobie dwa światy — dzieciństwa i dorosłości.

Odkąd podąża w nieznane
Lśnią jego oczy złaknione
I nie znajdzie szczęścia wśród planet
Chłodnych niebieskich ciał

Skubas, „Kosmos”

Utwory Skubasa nadają się idealnie na podróż, bo same w sobie przenoszą w świat marzeń i wyobraźni. Są jak bajka opowiadana na noc dziecku lub myśli tych samych dzieci ukrytych w ciele dorosłych, niedające spokoju i zaburzające ich sen. Jednocześnie pod wpływem melodii, która to raz narasta i buduje napięcie, a inny razem niemal cichnie, można bardzo łatwo odpłynąć i zniknąć na moment z ponurej rzeczywistości.

Ta zmienność nastrojów to kolejny plus tego albumu. Zaczynając słuchanie od “Diabła” i “Placu Zbawiciela” przez “Kołysankę” i “Rejs” przechodzimy ze stanu wzburzenia i wyzwolenia w sobie pokładów energii po odprężenie i odpoczynek. Podczas trwania “Nie mam dla Ciebie miłości”, chyba najpopularniejszej piosenki Skubasa, towarzyszy nam tyle emocji, że ciężko je zdefiniować, tym bardziej że przecież każdy interpretuje muzykę na swój sposób. Kolejne utwory to znowu walka przeciwstawnych emocji i wrażeń. A to, co najpiękniejsze, to to, że tej płyty można słuchać zawsze i wszędzie, bez względu na to, w jakim humorze akurat jesteśmy.

Na koniec chciałbym jeszcze dodać kilka słów o mądrości, jaka wyłania się z poszczególnych utworów. Znajdziemy tu przede wszystkim kilka linijek o wolności, o prawdzie czy o miłości, w tym tej jednej z najpiękniejszych, czyli rodzicielskiej (“Kołysanka” mistrzostwo). Motyw wędrówki to chyba przewodnia myśl całej składanki, zarówno tej dosłownej, wśród pięknie opisanej przyrodzie, jak i tej metaforycznej, ludzkiej, od narodzin po śmierć.

Szukając właściwych drzwi
Minąłem się z prawdą
I wcale mi nie jest źle
Nie znając jej

Skubas, „Wątpliwość”

Mógłbym tak chwalić w nieskończoność Skubasa i jego “Brzask”, z racji tego, jak bliska jest mi jego twórczość i ile godzin z nią spędziłem. Dlatego zachęcam Was do przesłuchania tej płyty, najlepiej uważnie, najlepiej w pociągu lub podczas innej podróży, gdy będziecie pewni, że nic ani nikt nie przeszkodzi Wam w jej poznawaniu.

Ale to tylko takie wskazówki. Reszta zależy od Was.