Fannie Flagg, Boże Narodzenie w Lost River

Nie jest to klasyczna opowieść wigilijna, oj nie. Nastawiałam się raczej na podręcznikową opowieść o spadających płatkach śniegu za oknem a kilka wieczorów z rzędu spędziłam w słonecznym miasteczku w Alabamie, gdzie temperatura mało kiedy spada poniżej dwudziestu pięciu stopni. 

Przyznam się szczerze, że pomimo znajomości nazwiska pisarki Fanny Flagg nie znałam jej książek. Cieszę się, że mogłam to nadrobić. Jeszcze w takim cudownym, magicznym okresie przedświątecznym! Dużo o niej słyszałam, to fakt. Niemniej, po lekturze “Bożego Narodzenia w Lost River” wiem, że sięgnę jeszcze po słynne “Smażone zielone pomidory” i że chętnie zaprosiłbym ją na popołudniową pogawędkę przy herbatce.

Nie miałam punktu zaczepienia, jak inni czytelnicy, którzy czytali poprzednie książki pani Flagg i nie nastawiałam się na nic specjalnego. Po prostu oddałam się czytaniu i odkrywaniu urokliwego miasteczka Lost River, które swoimi barwami było prawdziwą ucztą dla wyobraźni.

Nie jest to klasyczna opowieść wigilijna, oj nie. Nastawiałam się raczej na podręcznikową opowieść o spadających płatkach śniegu za oknem a kilka wieczorów z rzędu spędziłam w słonecznym miasteczku w Alabamie, gdzie temperatura mało kiedy spada poniżej dwudziestu pięciu stopni. Jak już wcześniej napisałam, “Boże Narodzenie w Lost River”, jest idealną książką w okresie szaleństwa przedświątecznego. Pozwoli ona nam zwolnić tempo i przemyśleć to, co jest priorytetem w święta. Idealnie posprzątany dom? Perfekcyjne dania? Nie. To nieważne. Najważniejsi są ludzie wokół nas, celebrowanie danej chwili oraz wiara w cuda. Bo jak w książce było podkreślane – gdy czegoś się bardzo, bardzo chce, to trzeba bardzo, ale to bardzo mocno o tym marzyć.

Książkę czyta się lekko. Cała narracja prowadzona jest tak subtelnie, czarująco i wzruszająco, że mogłam się poczuć jednym z miejscowych Lost River, który przejmuje się ich losem. Było to przemiłe uczucie móc czytać i poznawać tych ludzi, którzy tak różnią się od mieszkańców z ogromnych aglomeracji. Autorka uchwyciła niezwykłą więź i przynależność, która łączy bohaterowów powieści. Było to niezwykłe.

Moim zdaniem głównych bohaterów książki jest dwóch. Pierwszy z nich to Oswald T. Campbell, który przez całe życie na coś czekał. Na adopcję, na przyjaźń, na pracę, na pasję, na odpowiednią kobietę i w końcu na zapowiadany przez lekarzy rychły koniec swojego życia. Wszystko to niespodziewanie odnajduje w Lost River. Został przyjęty do grona mieszkańców z otwartymi rękami i sercami. Ba, stał się zdrowym człowiekiem, artystą oraz mężem i ojcem.

Drugi bohater, mniej oczywisty od pierwszego, jest to ptak Jack. Kardynał, który jest sprawcą wszystkich niezwykłych rzeczy, które dzieją się w Lost River.

Wisienką na torcie tej urokliwej powieści są dodane na końcu książki przepisy kulinarne. Muszę spróbować tych słynnych wypieków Betty Kitchen!

Naprawdę, z całego serca polecam tę książkę jako prezent zarówno dla siebie, jak i dla bliskiej osoby. Podarujemy tym samym nie tylko mile spędzone godziny lektury, ale również tonę optymizmu i uśmiechu na nadchodzące święta.


@Wydawnictwo Literackie, dziękuję bardzo za przesłany egzemplarz książki. Była to czysta przyjemność dla mnie!

Zachęcam z całego serca do lektury książki, która od kilku dni jest w sprzedaży. Link tutaj – klik.

1 thought on “Fannie Flagg, Boże Narodzenie w Lost River

Możliwość komentowania jest wyłączona.