Jadąc tramwajem…

Codziennie rano, jadąc tramwajem do pracy, widuję różne osoby. Młoda dziewczyna, która opowiada swojej koleżance wrażenia z ostatniego koncertu. Matkę z dzieckiem próbującą znaleźć wolne miejsce dla siebie oraz swojej ciągle płaczącej pociechy. Starszą Panią, która przeżyła już większość swojego życia. Ciekawe czy pamięta czasy niepewności oraz strachu, jakim była wojna. Ta starsza Pani, siadając koło mnie, delikatnie się uśmiechnęła. Cóż za cudowny dzień!

Na przystanku stoi młody chłopak. Wygląda na smutnego. Pokłócił się z kimś? Może przypomniał sobie jakąś smutną historię ze swojego życia albo randka się nie udała. Kto wie? Tego nigdy się pewnie nie dowiem, ale będę jutro go wyglądać z tramwaju.

Pan, w trochę wyblakłym podkoszulku, trzyma w ręce jedzenie z fast foodu. Przepuszcza w progu inną młodą dziewczynę z dzieckiem. Pomaga im wejść. Dziewczynka ze śmiesznym kucykiem zrobionym z różowej gumki spojrzała na mnie „z byka” tuż przed wyjściem z tramwaju. Cóż za cudowna chwila!

Reszta pasażerów jedzie, patrząc cały czas w telefon. Nikt nie rozmawia ze sobą. Nikt nie patrzy przez okno. Tylko w mały ekran. Nawet nie zdają sobie sprawy, ile ominęło ich małych, ale jakże wzbogacających chwil. Mam nadzieję, że te małe ekraniki dają im tyle radości, co mi ich brak.