Noworoczna składanka liryczna!

Nowy rok trwa w najlepsze.

Podsumowanie poprzedniego – zrobione; wnioski – wyciągnięte. Wdrażamy nasze postanowienia, odganiamy nostalgię, czekamy na pierwsze oznaki wiosny.
Zresztą… jak zawsze.

Różnica polega na tym, że bogatsi o cały rok doświadczeń będziemy próbowali podejmować mądrzejsze decyzje i – to, na co zawsze sam zwracam największą uwagę – starali się marnować mniej czasu na sprawy błahe.

A wszystko po to, żeby względny poziom naszego szczęścia zwyczajnie wzrósł (tak w największym skrócie).
I to jest… dobre. Chyba. Tak przynajmniej myślę. Warto się starać, warto próbować i rozwijać się; warto wyznaczać sobie cele i do nich dążyć.

Dlaczego? – Nie wiem. Poważnie. Po prostu wydaje mi się, że to właściwa droga.

Kończąc ten moralizatorski ton, przechodzę do rzeczy:
Wybrałem tym razem kilka utworów, które w moim odczuciu łączy jedna rzecz. A właściwie dwie…
No dobra, pewnie jest ich więcej, ale nie drążmy już!

Po pierwsze wszystkie są z lat 70-tych, co nie ma tak naprawdę większego znaczenia, ale sprawia, że playlista jest bardziej spójna.
Po drugie – czyli wreszcie to, czym głownie kierowałem się w doborze piosenek – wszystkie jednakowo przygnębiają, co napawają optymizmem (oczywiście w moim osobistym odczuciu).

Życie ludzi składa się z różnych stanów emocjonalnych, ale na potrzeby tej wypowiedzi sprowadzę je do systemu binarnego – chwil radości oraz smutku. Są one ze sobą ściśle związane, mimo że przeciwstawne. Niemożliwym jest doświadczanie tylko jednego stanu.

Dlatego zarówno na nowy rok – jak i na całe życie – nie chcę życzyć nikomu samych wesołych chwil.
Życzę Wam doceniania drobnych radości, a w godzinie największego smutku – wytrwałości!

I pamiętajmy, że wiele w naszym życiu zależy od nas samych.

Carpe diem.

Maciej Jackiewicz