Tatuażysta z Auschwitz, Heather Morris


Ktokolwiek ratuje jedno życie, jakby cały świat ratował.

Przez cały czas czytania tej książki trzymała się mnie jedna myśl: “Niemożliwe, żeby to się zdarzyło naprawdę”. 

Prawdopodobnie można by tak powiedzieć o każdej opisanej relacji z pobytu w jednym z najgorszych obozów koncentracyjnych na świecie. Ale pomijając ten fakt, nie dlatego nurtowało mnie ciągle to pytanie.

Powód jest inny, a mianowicie ten, który jest chyba największym plusem tej powieści i który sprawił, że dzieło Heather Morris stało się światowym bestsellerem. Chodzi o styl i narrację, w jakim “Tatuażysta” został napisany.

Tę książkę można naprawdę przeczytać jednym tchem. Po pierwsze dlatego, że autorka postanowiła podzielić ją na krótkie rozdziały, w których poszczególne wydarzenia są również porozdzielane na mniejsze części, oddzielone widocznym znakiem graficznym. Taki zabieg bardziej wpływa na wyobraźnię czytelnika, lokuje jego uwagę na konkretnej sytuacji, przez co ten nie traci koncentracji, co więcej, po każdym takim podrozdziale ma ochotę poznać dalsze przygody bohatera. Jest to także ułatwienie dla tych osób, które nie lubią kończyć fabuły w środku którejś z historii.

Po drugie, to, co mnie najbardziej zdumiało, to lekkość, z jaką autorka prowadzi tak straszną w okolicznościach fabułę. Stąd nie mogłem uwierzyć, że to wszystko nie zostało zmyślone, że jest to powieść oparta na faktach, wyrwana z życia i doświadczeń jednej osoby. Niemniej jednak, przywoływane w “Tatuażyście” zdarzenia niejednokrotnie szokowały w odbiorze, zapierały dech w piersiach, wzruszały i frustrowały, a najczęściej wyrywały coś z duszy, pogłębiając świadomość, do czego człowiek był zdolny zrobić innemu człowiekowi.

Po trzecie, dynamizm akcji i nagła zmiana nastrojów. Książka bardzo często zaskakuje i nigdy nie wiadomo, co się przydarzy na kolejnych kartkach, dzięki czemu doskonale trzyma czytelnika w napięciu i oczekiwaniu. 

Lale i Gita, źródło: http://weekend.gazeta.pl

Co do samych wydarzeń i bohaterów, to na pierwszy plan wysuwa się oczywiście główna postać powieści, czyli Ludwig Eisenberg, w skrócie “Lale”. Lale, który trafił do obozu w 1942 roku, wkrótce został tytułowym tatuażystą, czyli dostał okropne zadanie bolesnego naznaczania numerami przybywających do Auschwitz więźniów. W tym jednym aspekcie poruszony zostaje najistotniejszy problem młodego Słowaka, czyli niejako współpraca z wrogiem. Uznanie go za kolaboranta. Niemiłe wrażenia zostają jednak rozmyte, gdy dowiadujemy się, z jak wielkim poświęceniem Lale starał się pomagać jak największej ilości skazanych poprzez niebezpieczne szmuglowanie pieniędzmi i jedzeniem.

-Jak miała na imię?
-Nie pamiętam. To bez znaczenia.
-Czyli nie byłeś w niej zakochany?
-Kochałem je wszystkie, ale żadna nie zdobyła mojego serca. Rozumiesz, co próbuję powiedzieć?
-Nie bardzo. Ja, jakbym pokochał jedną dziewczynę, tobym spędził z nią resztę życia.

Jednakże kwintesencja tej książki została zawarta przede wszystkim w historii miłosnej pomiędzy Tatuażystą a Gitą, młodą dziewczyną, której podobnie jak Lalemu odebrano najlepsze lata życia oraz tym, jak uczucie pomiędzy nimi pomagało im w przetrwaniu piekła obozu śmierci. Relacja ta jest o tyle piękniejsza, że powstaje w miejscu, gdzie wydawałoby się, że nawet najmniejsza cząstka dobra wyparowała na zawsze wraz z nieuzasadnionym pogromem tak wielu niewinnych ludzi. A jednak, perspektywa widziana oczami Tatuażysty nie zamyka się głównie w opisywaniu zagłady i nieustannego cierpienia.

Jeśli budzisz się rano, to znaczy, że jest dobry dzień.

Wręcz przeciwnie. 
Z powieści bije nieprzeniknione ciepło, humor i optymizm. Niezłamane niczym pozytywne podejście Lalego, jego wiara w przyszłość i w wolność, miłosierdzie, jakie okazuje, a już najmocniej nadzieja, jaką w sobie trzyma, sprawiają, że nagle z najgorszego miejsca, jakie poznał świat, widzimy obraz rodzących się przyjaźni, tworzenia społeczności i braterstwa, a także przełamywania różnić w dążeniu do wspólnego szczęścia. 

To pokazuje również, jak wytrzymała jest natura ludzka. Oczywiście, można powiedzieć, że Lale dzięki swojemu urokowi i inteligencji czy znaniu kilku języków jest w stanie znieść więcej od innych, lecz nawet wtedy nie kieruje nim nigdy egoizm, a nawet częściej naraża swoje życie i szanse na przetrwanie.

Inne postacie, na które warto zwrócić uwagę, to także przyjaciółki Gity- Ivana i Dana, które zawsze służą pomocą, wsparciem i dobrym słowem, a co najważniejsze, przez ani jeden moment nie przemawia przez nich zazdrość względem ukochanej Lalego. Nie mniej ważną bohaterką jest Cilka, doznająca podwójnych męczarni, mimo to walczącą do końca, by przeżyć. 

Z drugiej strony mamy strażników i wartowników, esesmanów i innych żołnierzy niemieckich, widzimy ich bezwzględność, okrucieństwo, brak zahamowań moralnych, lecz, co równie ciekawe, momenty, gdy jednak przemawiał przez nich człowiek i gdy okazuje się, że nie wszystko jest takie jednoznaczne, jak na to wskazuje.

Dopóki żyjemy i jesteśmy zdrowi, wszystko samo się ułoży.

O “Tatuażyście z Auschwitz” można napisać naprawdę wiele. Każdego inaczej ta książka poruszy, każdy znajdzie w niej swój osobisty aspekt, który go najmocniej zszokuje lub zaskoczy, łatwo także będzie o odnalezienie cennej lekcji płynącej z lektury.

Myślę, że warto ją przeczytać, głównie z tego powodu, że rzuca ona całkiem inne światło na obóz i nawet jeśli znane są niektórym inne historie z tego okresu, to ta perspektywa potrafi ponownie mocno namieszać w dotychczasowych wyobrażeniach. 

I — kończąc— tę książkę się po prostu świetnie czyta, a ze względu na mnogość wątków możliwe, że zadowoli nawet najbardziej wymagającego czytelnika.