Tom Hanks, Kolekcja nietypowych zdarzeń

Jak tytuł wskazuje, książka serwuje bardzo nietypowe opowiadania. Czy polecam? I tak, i nie.

Uwielbiam Toma Hanksa, jako aktora.  To nie podlega dyskusji, ale czy pokochałam go w roli pisarza? Tu już mogę polemizować. Czemu?

Nie przeczytałam wszystkich opowiadań. Biję się w serce. Po ludzku nie mogłam przez nie przebrnąć. Ironizując mocno i przywołując tytuł jednego z opowiadań, momentami było to niemal “trzy tygodnie męki”. Niemniej, kilka z opowiadań mocno mnie wciągnęło np. “Wigilia 1953 roku” i “Przeszłość jest dla nas ważna”. Już na podstawie tego można wysnuć wniosek, że książka jest bardzo nierówna. A szkoda.

Maszyna do pisania jako motyw i rama spajająca wszystkie opowiadania – duży plus koncepcyjny.

Styl i narracja jest bardzo dobra. Nie zachwycająca, ale bardzo dobra. Momentami miałam wrażenie, że Tom Hanks przeniósł swoje filmowe doświadczenia na papier. Narracja jest filmowa, plastyczna i klimatyczna. Dzięki niej czytamy kadrami filmowymi. To miało swój wielki urok!

Każde opowiadanie zawarte w książce “Kolekcja nietypowych zdarzeń” była próbą spojrzenia na świat – zarówno współczesnego, jak i z przeszłych lat – z perspektywy zwykłego człowieka. Niektóre opowiadania miały charakter baśniowy, niektóre dramatyczne. Następna nierówność. Duże wrażenie zrobiła na mnie technika charakterystyki postaci przez pryzmat szczegółowej analizy zachowań, gestów i otaczających człowieka rzeczy.

Podsumowując, nie mogę powiedzieć, że straciłam czas na lekturę tej książki. Niektóre opowiadania rekompensują z pewnością nieudane teksty. Nie byłabym szczera ani wobec siebie, ani wobec Was, gdybym polecała bezgranicznie tę książkę. Nie ukrywam, że nie jest to literatura przez wielkie L.