„Turysta polski w ZSRR”, Juliusza Strachoty

„Warto czekać na to, jaką przeszłość przyniesie przyszłość.”

Pamiętam, jak na lekcjach w szkole, zanim zaczynaliśmy omawiać fabułę i problemy danej lektury, najpierw musieliśmy przejść przez bogatą biografię jej twórcy. Strasznie mnie to nudziło. I tak niewiele z tego pamiętałem i wówczas uważałem to za coś nieistotnego. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, jak kluczowe w wielu kwestiach jest znanie życiorysu, aby w pełni zrozumieć “co autor miał na myśli”.

Gdybym sięgnął po pozycję Juliusza Strachoty bez poznania wielu interesujących faktów i motywu do napisania “Turysty”, po pierwsze moje odczucia po jej przeczytaniu byłyby zapewne odmienne, a po drugie, nie wiedziałbym nawet jak ją czytać i w jaki sposób patrzeć na to, co jest w niej zawarte.

Dlaczego nie wiedziałbym jak ją czytać?
Sam pan Juliusz wyjaśnił to mi i wielu innym osobom przy okazji spotkania autorskiego w Południku Zero w Warszawie. 

Szczegół tkwi w tytule. 
Jak podkreślał autor, nie jest to ani książka podróżnicza, ani przewodnik, ani reportaż. Jest to historia o tym, jak “totalny laik” postanowił któregoś dnia zapakować plecak w najpotrzebniejsze rzeczy, kupić bilet i polecieć na wschód, pozwiedzać kraje byłego Związku Radzieckiego.

Skąd pomysł akurat na taki kierunek?
To się wydaje chyba najbardziej niesamowite w tym wszystkim. Otóż autor, czekając na jedno ze spotkań w klubie AA, zauważył stojący na półce przewodnik “Turystyka i rekreacja w ZSRR”, tę samą książkę, którą studiował w dzieciństwie, wyobrażając sobie bajkowe podróże wgłąb tamtego świata. Sprawia to, że na nowo rozpalają się w nim marzenia o zobaczeniu na żywo tych niezwykłych miejsc. I wiecie co? Robi to!

Oczywiście, brzmi to całkiem prosto, z drugiej strony nieco szalenie, jednak kwintesencja tej opowieści leży jeszcze gdzieś indziej.

Przygoda Juliusza Strachoty dla samego autora jest formą terapii po doświadczeniach związanych z uzależnieniami. Autor stawia sobie pytanie, czy jest możliwość powrotu do życia, które się nie zdarzyło; czy jest szansa ponownie wskoczyć we właściwe tory czy może granica ta została przekroczona już bezpowrotnie? 

Dlatego też, czytając “Turystę”, natkniemy się na mnóstwo przemyśleń i niejako pogłębioną analizę psychologiczną narratora, będących stałym towarzyszem jego wędrówki po dawnym świecie. Czasami temat ten będzie przeważał nad obserwacjami i opisem zwiedzanych punktów z przewodnika, co dla tych, którzy szukali w książce szerokiej relacji po krajach byłego ZSRR wyda się dziwne i męczące. 

„No bo świat, myślę sobie, przemierza się przez porównania. Tak jest z przestrzenią i czasem. Coś zawsze już jest jak coś innego. Czasem tylko zdarza mi się coś, co jeszcze się gdzieś i kiedyś nie przydarzyło. Nie chodzi tu o banały w stylu początku i końca. Ale o spotkanie. Jakiś nowy cud. Uczucie kolejne do zestawu.”

W tym miejscu warto więc podkreślić jeszcze raz, że jest to podróż widziana oczami turysty, czyli równie dobrze podobne przemyślenia mógłby snuć każdy z nas. Dzięki utożsamianiu się w pewnym stopniu z tą perspektywą, o wiele łatwiej jest przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, jaką sobie wyobrażamy, że będzie. Nie oznacza to wcale, że nie bywa ona równie fascynująca, a już na pewno bardziej nieprzewidywalna. 

“Turysta polski w ZSRR” identycznie jak w podróży, jest książką wahających się nastrojów. Na zmianę dynamiczna i statyczna, ironiczna i poważna, lekka w opisie i ciężka podczas głębszych refleksji. 

To także przegląd dotychczasowego życia — od dzieciństwa po dorosłość, a szczególnie momenty krzyżowania się ze sobą tych dwóch przeciwstawnych okresów, dających jaśniejszy obraz własnej egzystencji. 

W końcu to poszukiwanie “punktu zero”, czyli idealnego przeżywania codzienności, w której ważne jest doświadczanie rzeczy na nowo.

Podsumowując, “Turysta” jest identyczny jak człowiek, który ją napisał, ludzie, których spotykał na swoich drodze i krajobrazy, które mignęły mu przed spostrzegawczym okiem. 

Książka idealna do czytania podczas osobistych wojaży. 
Bo gdzie lepiej się czyta lektury o fascynujących wędrówkach, jak nie właśnie uczestnicząc w jednej z nich?

Related posts

1 thought on “„Turysta polski w ZSRR”, Juliusza Strachoty”

  1. Marta Klimczak

    Genialna i inspirująca recenzja. Dziękuję!

Comments are closed.